ZDROWIE
Bruksela utrudnia leczenie pacjentów

Nieprzystające do życia dyrektywy unijne regulujące badania kliniczne oraz wykorzystanie nowoczesnych metod - to według europejskich onkologów główne bariery, które utrudniają skuteczne leczenie pacjentów Wejście w życie dyrektywy ograniczającej wykorzystanie rezonansu magnetycznego w celu chronienia ludzi będzie miało skutek odwrotny do zamierzonego

- Nie zamierzamy chować głowy w piasek i nie reagować na problemy, które dotykają zarówno lekarzy, jak i pacjentów - mówił oburzony prof. John Smyth podczas trwającego właśnie w Barcelonie Europejskiego Kongresu Onkologicznego.

Politycy przeszkadzają leczyć lekarzom

Prof. Smyth, szef federacji europejskich towarzystw onkologicznych (FECS), zapowiedział podjęcie energicznych działań zmierzających do zablokowania najnowszych, przeszkadzających pomysłów brukselskich urzędników.

Co tak rozwścieczyło naukowców? Wprowadzona w 2004 roku dyrektywa w sprawie badań klinicznych utrudnia prowadzenie nowych badań związanych z walką z chorobami nowotworowymi.

Ale najbardziej zapalnym punktem jest przygotowywana właśnie nowa dyrektywa, która w praktyce (choć trudno w to uwierzyć) uniemożliwi lekarzom korzystanie z jednej z najlepszych metod diagnostycznych - rezonansu magnetycznego (MRI).

Uzasadniony bunt onkologów

-W pierwszym przypadku obudziliśmy się stanowczo za późno i okazało się, że koszty prowadzenia badań klinicznych są tak wysokie, że wiele zespołów po prostu się poddało -mówił prof. Smyth -A teraz dyrektywa w sprawie pól elektromagnetycznych może zablokować przeprowadzanie badań pacjentów rezonansem magnetycznym, i to na obszarze całej Europy.

Rezonans magnetyczny (często określany angielskim skrótem MRI) jest jedną z najbardziej precyzyjnych metod nieinwazyjnego badania ciała człowieka. Nic dziwnego, że onkolodzy tak chętnie po nią sięgają.

Nie tylko oni, postępują tak lekarze bardzo wielu specjalności. Badanie za pomocą rezonansu magnetycznego umożliwia między innymi "zaglądanie" do wnętrza mózgu, uzyskiwanie precyzyjnego obrazu wewnętrznych organów ciała, a nawet sprawdzanie, jak się zachowują podczas pracy.

O ogromnym znaczeniu tej metody najlepiej świadczy fakt, że za badania nad wykorzystaniem tej techniki w diagnostyce przyznano w 2003 roku medycznego Nobla.

Jak twierdzi prof. Dag Rune Olsen z Norwegian Radiation Hospital w Oslo, w Europie co roku wykonuje się około 8 milionów takich badań.

- Ale to zapewne wkrótce się skończy, ponieważ nowe regulacje wprowadzają takie poziomy promieniowania, że każdy, kto pracuje w pobliżu takiego aparatu, będzie mógł natychmiast pozwać firmę do sądu -mówił prof. Olsen.

Z przeprowadzonych przez australijskich naukowców badań wynika, że każdy stojący w odległości około metra od aparatu do rezonansu magnetycznego znajdzie się już w "strefie zagrożonej".

Postęp zastopowany, wracamy do rentgena?

Dyrektywa ma wejść w życie w kwietniu przyszłego roku. Jak powiedział prof. Olsen, w niektórych krajach (np. na Słowacji) nowe regulacje już obowiązują.

Cytowane na kongresie badania Eurobarometru świadczą jednak, że laicy mają nieco odmienne odczucia niż lekarze, rzecz w tym, że obywatele państw Unii Europejskiej czują się niedostatecznie chronieni przed ryzykiem związanym z oddziaływaniem pola elektromagnetycznego. Dwie trzecie zapytanych chciałoby, aby administracja unijna lepiej ich o tym ryzyku informowała.

Według zgromadzonych w Barcelonie ekspertów wejście w życie dyrektywy, w praktyce ograniczającej wykorzystanie rezonansu magnetycznego w celu chronienia ludzi, będzie miało skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego. Dojdzie do tego, że lekarze będą coraz częściej sięgać po inne urządzenia - przede wszystkim po tomografię komputerową, która wykorzystuje wcale nieobojętne dla zdrowia promieniowanie rentgenowskie. -Wykorzystanie rezonansu magnetycznego zrobiło wiele dobrego dla poprawy zdrowia, przede wszystkim przyczyniło się do znaczącego ograniczenia metod diagnostycznych wykorzystujących promieniowanie jonizujące, w tym właśnie tomografię -uważa prof. Olsen -A to jest istotne z powodu ryzyka powstania nowotworów związanego z napromieniowaniem. Gdyby ludzie o tym wszystkim byli lepiej poinformowani, z całą pewnością chcieliby korzystać z rezonansu.

Europa wygrywa z nowotworami

Na szczęście na kongresie onkologicznym prezentowano też dobre wiadomości. W krajach Unii Europejskiej, mimo ciągłego wzrostu liczby przypadków zachorowań na nowotwory, spada śmiertelność z ich powodu.

- W dziedzinie walki z rakiem wreszcie przeszliśmy od teorii do praktyki - uważa prof. Peter Boyle, szef Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem w Lyonie. Jego zdaniem wcześniejsze prognozy zgonów z powodu chorób nowotworowych udało się w rzeczywistości obniżyć o prawie 10 proc.

Ale, niestety, choroby nowotworowe wciąż pozostają jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych na naszym kontynencie. Tylko w ubiegłym roku w Europie odnotowano około 3,3 mln nowych przypadków raka - jednej z najgroźniejszych chorób cywilizacyjnych (53 proc. u mężczyzn, 47 proc. u kobiet) i 1,7 mln zgonów z powodu choroby nowotworowej. Ale zjawisko starzenia się społeczeństw oznacza, że prawdopodobnie tych wyników nie da się w znaczący sposób poprawić.

-Oto dowód, że raka można kontrolować -uważa prof. Boyle -Czas, aby przekonały się o tym również kraje biedniejsze, gdzie rak może się stać istotnym czynnikiem hamującym rozwój socjalny i ekonomiczny. Może zaburzyć rozwój demograficzny tych krajów, a tym samym zagrozić ich rozwojowi gospodarczemu.

PIOTR KOŚCIELNIAK z Barcelony


http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070925/nauka/nauka_a_1.html